Między złotym podziałem a nagrobkiem doji

Dzisiaj rozważania czysto akademickie. Bez nazw, bez cen i — co równie istotne — bez niepotrzebnych emocji. Czysty wykres. No, prawie czysty, bo obecne są wolumeny oraz RSI. Indykator impetu ma jedynie podpowiedzieć, czy rynek znajduje się w stanie wykupienia. Bez klasycznych poziomów 30–70 trudno jednak o jednoznaczne wnioski, dlatego dzisiejsze rozważania ograniczamy do geometrii rynku, formacji świecowych oraz zachowania wolumenu.

Rycina 1) przedstawia teoretyczne zachowanie cen instrumentu X w czasie. Z wykorzystaniem narzędzi dostępnych w oprogramowaniu Amibroker wyznaczone zostały ekstrema dwóch impulsów hossy oraz zniesienie Fibonacciego 61,8%. Jak widać, dochodzi do wyraźnej koincydencji poziomów obrony w rejonie szczytów z 2021 roku. Co to może oznaczać? W przypadku głębszej korekty, naturalnym celem dla strony podażowej może okazać się sufit sprzed pięciu lat. Dlaczego właśnie tam? Niewidzialna ręka rynku? Przypadek? A może statystyka ubrana w geometrię? Zobaczymy.

Na wspomnianej rycinie widoczne są również zewnętrzne predykcje wynikające ze złotego podziału. W praktyce oznacza to, że traktując zwyżkę z lat 2020 – 2021 jako falę bazową, klasyczne podręczniki analizy technicznej sugerują odłożenie proporcji Fibonacciego od dna kolejnego impulsu wzrostowego. Logika ta wynika bezpośrednio z eWave. Kontynuując ten tok rozumowania, odkładanie 1,618 długości wspomnianej fali od dołka zwyżki z 2025 roku wskazuje potencjalny zasięg w rejonie poziomu xxx -osiągniętego przez instrument podczas sesji z 29 stycznia 2026 roku.

Dodatkową ciekawostką jest pojawienie się na interwale tygodniowym formacji znanej jako nagrobek doji. Co to może oznaczać? Strona podażowa otrzymała formalne zaproszenie do wejścia na parkiet. Jej wyzwaniem pozostaje jednak strefa cenowa zaznaczona na rysunku nr 1 – obszar, w którym zniesienia Fibonacciego nachodzą na wcześniejsze ekstremum cenowe.

Do powyższych rozważań jeszcze wrócimy, próbując odpowiedzieć na pytanie o ewentualny kres obecnej hossy. Rynek ma jednak to do siebie, że lubi zaskakiwać, naginać granice logiki i – kolokwialnie mówiąc – narkotyzować uczestników swoją dynamiką. Dziś jest piątkowy wieczór, czas refleksji, w którym większość graczy, inwestorów i analityków świadomie odwraca wzrok od wykresów. Paradoksalnie to właśnie najlepszy moment, by… rozpocząć przygodę z analizą techniczną.

Serdecznie pozdrawiam
PN