Genie 3.0 i efekt domina na giełdzie: jak AI zmienia wyceny spółek gamingowych

Projekt Genie to eksperymentalna technologia AI rozwijana przez Google DeepMind, której ambicją jest generowanie w pełni interaktywnych światów 3D w grach wyłącznie na podstawie tekstowych promptów. System analizuje wideo z istniejących produkcji, symuluje fizykę i pozwala na eksplorację w czasie rzeczywistym – na razie w krótkich, 60-sekundowych sesjach, ale wystarczających, by rozbudzić wyobraźnię rynku.

Ogłoszenie Genie 3.0 pod koniec stycznia 2026 r. zadziałało jak zimny prysznic. Akcje spółek gamingowych zaczęły spadać globalnie, a fala wyprzedaży dotarła również na GPW. Rynek szybko zdyskontował ryzyko przyspieszonej konkurencji ze strony AI: zamykano długie pozycje, pojawiły się shorty, a sentyment do całej branży uległ gwałtownemu pogorszeniu. Skala reakcji była różna, ale rykoszetem dostało się niemal wszystkim rozpoznawalnym nazwom. Nawet EA czy Nintendo znalazły się pod wyraźną presją podaży – niezależnie od innych, lokalnych czynników fundamentalnych. Efekt był jeden: gaming wypadł z łask.

Na rodzimym podwórku szczególnie ucierpiał CD Projekt, który od dłuższego czasu wrzucany jest przez rynek do jednego worka z amerykańskim Take-Two Interactive – właścicielem takich marek jak Rockstar Games czy 2K, a mówiąc prościej: GTA, Red Dead Redemption czy stara, dobra Civilization. W epoce ETF-ów wystarczy jedno kliknięcie, by cały sektor znalazł się pod ostrzałem podaży. Mechanizm działa jednak w obie strony, dlatego obserwacja wykresów spółek porównywalnych (peersów) bywa nie tylko ciekawa, ale i użyteczna.

Jedną z pierwszych książek, które wprowadzały mnie w świat analizy technicznej, była „Międzyrynkowa analiza techniczna” Johna J. Murphy’ego. Ćwierć wieku temu poszukiwanie korelacji i dywergencji pomiędzy indeksami, surowcami, akcjami, obligacjami czy kontraktami terminowymi potrafiło zająć cały weekend. Dziś to kwestia minut. Czy jednak wnioski są trafniejsze niż wtedy? Niekoniecznie. Rynek oszukiwał tak samo 25 lat temu, jak robi to dziś – zmieniły się tylko narzędzia.

Czy więc CDR i TTWO „chodzą” tak samo? Na ile zbieżne są trendy, sygnały i geometria fal? Kluczowe pozostają cykle – ważne, by okresy hossy, bessy i punkty zwrotne układały się podobnie w czasie. Z jaką dokładnością i z jakim opóźnieniem? To już temat dla ekonometryków, quantów i miłośników algorytmów. Należałoby odnieść oba tematy chociażby do ETFów jak VanEck Video Gaming and eSports ETF (ESPO) czy Global X Video Games & Esports ETF (HERO). Warto porównać z WIG.GAMES5, ale to już zadanie większego kalibru. Dzisiaj tylko szybkie spojrzenie dla polsko-amerykański związek, który połączyła pasja do gamingu.

Na pierwszy rzut oka widać, że CD Projekt i Take-Two grają w tej samej lidze, choć niekoniecznie na tej samej pozycji. Amerykańska spółka ma za sobą historyczne szczyty z 2021 r., podczas gdy polska wciąż znajduje się znacznie poniżej tamtych poziomów. Jednocześnie TTWO, podobnie jak CDR, cofnął się w okolice cen z wiosny 2025 r. Ostatnie 20 miesięcy to dla obu spółek to okres korekty płaskiej – zarówno dla twórców GTA, jak i Wiedźmina.

Czysto teoretycznie, na potrzeby akademickiego poszerzenia horyzontów, można postawić pytanie: gdyby to TTWO wyznaczało kierunek dla CDR, czy nie znaleźliśmy się właśnie w kluczowym momencie dla byków? Kurs Take-Two dotarł do długoterminowej strefy wsparcia, będącej wcześniej istotnym oporem. Psychologia rynku robi swoje – poziom 200 dolarów nie jest liczbą przypadkową. Notowania zeszły do zniesienia Fibonacciego 38,2%, a głębokość korekty nie odbiega od tej obserwowanej dwa lata temu. Co więcej, zbieżne są nie tylko fale spadkowe, ale również wcześniejsze impulsy. Spadkowa trójka została w dużej mierze zrealizowana, a zasięg według G&R niemal wypełniony. EMA także już nie mają miejsca do ociągania się – sink or swim. Do pełni obrazu brakuje już tylko testu okrągłych 200 dolarów. Nieudana obrona może mieć jednak swoje konsekwencje i zaproszenie dla baribali, ursusów czy innych niedźwiedzi.

PN