Bykom kończy się techniczne paliwo?
WIG20 zbliża się do rekordów wszechczasów. Gdyby nie specyficzna konstrukcja tego indeksu, już dawno można byłoby odtrąbić ustanowienie nowego ATH. Fakt, że WIG20 jest indeksem cenowym, a nie dochodowym, sprawia jednak, że dopiero teraz – po 977 tygodniach od ustanowienia historycznego maksimum – byki ponownie docierają w okolice poziomu 3940 pkt.
Do pobicia szczytu z 2007 r. brakuje jeszcze około 100 pkt. Teoretycznie taki dystans można pokonać podczas jednej sesji lub jednego tygodnia notowań. W lipcu bykom udało się już wypracować blisko 8-procentową stopę zwrotu i lokalnie przestrzeń do dalszych wzrostów nadal istnieje. Inaczej wygląda jednak sytuacja w długim terminie.
Obecna hossa ma bowiem swoje korzenie w wieloletnich strukturach konsolidacyjnych. Mowa o procesie akumulacji energii rynku, który trwał w latach 2009–2024. I właśnie tutaj pojawiają się dwa podejścia do interpretacji długoterminowego obrazu technicznego.
Pierwsze zakłada, że już w lipcu 2009 r. rozpoczął się proces budowy wieloletniej konsolidacji w postaci kanału spadkowego. Patrząc jednak wyłącznie na wykres WIG20, trudno obronić taką tezę.

Nie można jednak zapominać, że o kierunku trendów nad Wisłą w dużej mierze decyduje kapitał zagraniczny. Z perspektywy inwestora rozliczającego wyniki w dolarach obraz techniczny GPW wygląda już zupełnie inaczej.
Jak widać na powyższej rycinie, kanał istnieje i jest wyjątkowo dobrze zdefiniowany. Widać również wybicie górą, późniejszy test przełamanego ograniczenia oraz dynamiczną fazę hossy. Zasięg wynikający z tej formacji wskazuje na możliwość wzrostu w okolice 1150 pkt., co oznacza, że rynek wciąż może dysponować około 10-procentowym potencjałem wzrostowym.
Istnieje jednak także drugie podejście. Zakłada ono, że WIG20 wybił się górą z wieloletniego trójkąta rozszerzającego. W takim układzie docelowy zasięg wzrostów znajduje się już bardzo blisko realizacji i niebezpiecznie zbiega się z historycznym maksimum indeksu.

W takich momentach warto spojrzeć również na sygnały płynące z innych segmentów rynku kapitałowego. Niepokoić może przede wszystkim słabość złotego oraz wyraźne wyhamowanie trzeciej linii GPW. Zamiast walczyć o kolejne rekordy, sWIG80 koncentruje się na obronie 200-sesyjnej średniej kroczącej, pełniącej rolę ruchomego wsparcia. Test tak ważnego poziomu w momencie, gdy WIG20 walczy o historyczne maksima, trudno uznać za podręcznikowy obraz dojrzałej hossy.
Z drugiej strony polski rynek kapitałowy wielokrotnie udowadniał, że potrafi zaskakiwać i wymykać się najbardziej oczywistym scenariuszom. Nie można więc wykluczyć, że WIG20 – wsparty korektą na USDPLN oraz utrzymującą się relatywną siłą względem segmentu małych spółek – efektownie i efektywnie przełamie psychologiczną barierę 4000 pkt.
Technicznie rzecz biorąc, byki nadal pozostają w grze. Problem polega jednak na tym, że długoterminowe rezerwy paliwa zaczynają się wyczerpywać, a kolejne punkty wzrostu będą wymagały coraz silniejszych argumentów niż tylko rozpęd trendu.
PN


